Szukaj:


Środa, 26 Listopada 2014




 
2009-03-12

Ostra walka o podniebienia


Bogactwo oferty z przyprawami może niektórych zdumiewać, ale klientów od półek nie odstrasza na pewno. Wręcz przeciwnie. Duży wybór działa na polskiego konsumenta jak magnes, zwłaszcza w okresie przedświątecznym.


Czasy, kiedy na półce z przyprawami znajdowały się jedynie pieprz i sól, dawno odeszły do lamusa. Obecnie rynek przypraw to segment ogromny i zróżnicowany, a na dodatek wciąż się rozwijający. W zeszłym roku wzrosty odnotowały wszystkie segmenty rynku przypraw sypkich, tj. przyprawy jednorodne (monoprzyprawy), przyprawy specjalne oraz uniwersalne. – Taki trend obserwujemy już od dłuższego czasu. Co istotne, wzrost wartościowy jest szybszy niż ilościowy, z czego można wnioskować, że konsumenci coraz częściej wybierają produkty z wyższej półki, markowe – mówi Vlatka Grebiennik z Podravki. To bez wątpienia dobry trend, chodzi wszak nie tylko o podniebienia Polaków, ale także o stan sklepowych kas.


Smakowe specjalizacje


Duża dynamika wzrostowa obserwowana na rynku przypraw to zasługa wielu czynników. Stoi za nią aktywność samych producentów, którzy co i rusz wprowadzają do oferty nowe przyprawy. Ale to wszystko na nic by się zdało, gdyby nie rozwój świadomości kulinarnej polskich konsumentów. Częste wyjazdy zagraniczne otworzyły przed nami świat potraw narodowych, co wzmogło zainteresowanie nieznanymi dotąd na polskim rynku przyprawami egzotycznymi. – Rynek się specjalizuje, Polacy coraz chętniej eksperymentują w kuchni, lubią kuchnie innych krajów i egzotyczne smaki – komentuje tę sytuacje Sylwia Kalska, PR manager firmy Kamis. – Konsumenci są otwarci na nowe propozycje, smaki i formy przypraw. Szczególnie chętnie sięgają po mieszanki przyprawowe, dedykowane konkretnym daniom lub konkretnym kuchniom, wybierają produkty, które zaspokoją ich oczekiwania kulinarne w sposób funkcjonalny, przyjemny i zawsze z gwarantowanym efektem – kontynuuje pani Sylwia. Potrzeba eksperymentowania w kuchni, otwartość na nowe smaki oraz dobra sytuacja ekonomiczna konsumentów sprawiły, że w minionym roku to segment przypraw specjalnych cechowała największa dynamika wzrostu. – Jeśli porównujemy poszczególne segmenty, to najszybszy wzrost odnotowały przyprawy specjalne – 16,8% wartościowo, wyprzedzając tym samym segment przypraw uniwersalnych – mówi Vlatka Grebiennik powołując się na dane MEMRB za cały 2008 r. Według tych właśnie danych do monoprzypraw należy 38,5% udziałów wartościowych, do przypraw specjalnych – 30,9%, a do uniwersalnych – 24,8%.
 

Bogactwo oferty z przyprawami może niektórych zdumiewać, ale klientów od półek nie odstrasza na pewno. Wręcz przeciwnie. Duży wybór działa na polskiego konsumenta jak magnes, zwłaszcza w okresie przedświątecznym.   Czasy, kiedy na półce z przyprawami znajdowały się jedynie pieprz i sól, dawno odeszły do lamusa. Obecnie rynek przypraw to segment ogromny i zróżnicowany, a na dodatek wciąż się rozwijający. W zeszłym roku wzrosty odnotowały wszystkie segmenty rynku przypraw sypkich, tj. przyprawy jednorodne (monoprzyprawy), przyprawy specjalne oraz uniwersalne. – Taki trend obserwujemy już od dłuższego czasu. Co istotne, wzrost wartościowy jest szybszy niż ilościowy, z czego można wnioskować, że konsumenci coraz częściej wybierają produkty z wyższej półki, markowe – mówi Vlatka Grebiennik z Podravki. To bez wątpienia dobry trend, chodzi wszak nie tylko o podniebienia Polaków, ale także o stan sklepowych kas.   Smakowe specjalizacje  Duża dynamika wzrostowa obserwowana na rynku przypraw to zasługa wielu czynników. Stoi za nią aktywność samych producentów, którzy co i rusz wprowadzają do oferty nowe przyprawy. Ale to wszystko na nic by się zdało, gdyby nie rozwój świadomości kulinarnej polskich konsumentów. Częste wyjazdy zagraniczne otworzyły przed nami świat potraw narodowych, co wzmogło zainteresowanie nieznanymi dotąd na polskim rynku przyprawami egzotycznymi. – Rynek się specjalizuje, Polacy coraz chętniej eksperymentują w kuchni, lubią kuchnie innych krajów i egzotyczne smaki – komentuje tę sytuacje Sylwia Kalska, PR manager firmy Kamis. – Konsumenci są otwarci na nowe propozycje, smaki i formy przypraw. Szczególnie chętnie sięgają po mieszanki przyprawowe, dedykowane konkretnym daniom lub konkretnym kuchniom, wybierają produkty, które zaspokoją ich oczekiwania kulinarne w sposób funkcjonalny, przyjemny i zawsze z gwarantowanym efektem – kontynuuje pani Sylwia. Potrzeba eksperymentowania w kuchni, otwartość na nowe smaki oraz dobra sytuacja ekonomiczna konsumentów sprawiły, że w minionym roku to segment przypraw specjalnych cechowała największa dynamika wzrostu. – Jeśli porównujemy poszczególne segmenty, to najszybszy wzrost odnotowały przyprawy specjalne – 16,8% wartościowo, wyprzedzając tym samym segment przypraw uniwersalnych – mówi Vlatka Grebiennik powołując się na dane MEMRB za cały 2008 r. Według tych właśnie danych do monoprzypraw należy 38,5% udziałów wartościowych, do przypraw specjalnych – 30,9%, a do uniwersalnych – 24,8%.    Uniwersalizm niezagrożony  Czy ekspansja przypraw specjalnych może sprawić, że z rynku znikną produkty uniwersalne? Wydaje się to mało prawdopodobne. – Mieszanki przeznaczone do sporządzania określonych potraw są na tyle specjalistyczne, że konsumenci korzystają z nich przy przygotowywaniu konkretnych potraw, nie są one używane na co dzień. W związku z tym wzrost ich liczby nie ma większego wpływu na sprzedaż przypraw uniwersalnych – twierdzi Gabriela Wielgosz, junior product manager w Nestlé Polska. Podobnego zdania jest Mirosław Bronz, dyrektor handlowy firmy Vitpol, producenta przyprawy uniwersalnej Degusta. – Polacy coraz częściej eksperymentują w kuchni. Próbują mniej lub bardziej oryginalnych potraw, w związku z czym wykorzystują coraz bardziej „egzotyczne” przyprawy. Nie ma to jednak żadnego wpływu na sprzedaż przypraw najczęściej używanych w polskiej kuchni. Można powiedzieć, że rynek przypraw dla określonych potraw się poszerza, ale jego wzrost nie odbywa się kosztem tradycyjnych przypraw jednorodnych i uniwersalnych – mówi. Batalia toczy się za to na innym polu. – Polska, obok innych krajów słowiańskich, jest głównym rynkiem zbytu dla tego typu przypraw, co przekłada się na ostrą walkę konkurencyjną między producentami. Rynek stopniowo koncentruje się wokół najsilniejszych marek, którzy dominują w tej kategorii – zauważa Przemysław Pająk, PR manager firmy Prymat. Żeby przekonać się o słuszności jego opinii, wystarczy uważnie przyjrzeć się telewizyjnym blokom reklamowym, w których przyprawy uniwersalne pojawiają się nader często.   Półki dobrze przyprawione  Gdyby pokusić się o przegląd półek z przyprawami w polskich domach, co byśmy na większości z nich znaleźli? Na pewno sól i pieprz, przyprawę uniwersalną (zgodnie z danymi GfK Polonia, na które powołuje się Gabriela Wielgosz z Nestlé, ich penetracja w 2008 wynosiła aż 78%). Do tego zestawu obowiązkowo dorzucić jeszcze trzeba topowe monoprzyprawy, a więc: paprykę słodką, ziele angielskie, liść laurowy, majeranek, czosnek oraz najpopularniejsze mieszanki specjalne, czyli przyprawę do kurczaka, a w sezonie letnim – do grilla. Rok 2009 w opinii naszych ekspertów nie będzie w jakiś szczególny sposób odmienny od poprzedniego. Prognozują oni zgodnie dużą dynamikę wzrostu przypraw specjalistycznych i mieszanek, pozostawiając jednocześnie niezachwiane pole egzystencji przyprawom uniwersalnym. Nie oznacza to jednak, że producenci nie będą się starali wprowadzić najpierw na sklepowe a później domowe półki nowości. Przeciwnie, Mirosław Bronz z Vitpolu twierdzi, że na rynku przypraw jest jeszcze bardzo wiele produktów, których polscy konsumenci nie odkryli albo dopiero zaczynają odkrywać. – Do tej grupy należą przede wszystkim różnego typu mieszanki, takie jak kompozycje ziół i pieprzy specyficznych dla kuchni wschodnich, przyprawy do makaronu czy marchwi po koreańsku. Są to przyprawy, które bardzo dobrze sprzedają się na rynkach eksportowych, a które w tradycyjnej polskiej kuchni nie znalazły do tej pory zastosowania, są jednak używane coraz częściej w dużej gastronomi – wylicza pan Mirosław.   Gorące dwa tygodnie  Na d c h o d z ą c e  Ś w i ę t a Wielkanocne (podobnie zresztą jak Boże Narodzenie) to czas wzmożonego zakupu wielu grup produktów. Dotyczy to także przypraw, dla których oba te święta to szczytowe pod względem sprzedaży okresy. Zakupowa gorączka w hurtowniach zaczyna się miesiąc, a w sklepach dwa tygodnie przed świętami. Wzrost sprzedaży dotyczy całej kategorii przypraw, w tym zwłaszcza monoprzypraw oraz przypraw uniwersalnych. – W odróżnieniu od rocznego kalendarza przyprawowego, w którym to większą dynamiką odznaczają się specjalistyczne mieszanki przypraw, w marcu/ kwietniu na plan pierwszy wysuwają się przyprawy jednorodne, takie jak pieprz, papryka, ziele angielskie czy tymianek. Znacznie wzrasta wtedy również sprzedaż np. natki pietruszki (wzrost sprzedaży o 18%), kopru (18%), owocu jałowca (11%), czy kolendry (9%) – wylicza Przemysław Pająk z Prymatu, powołując się na dane MEMRB, zgodnie z którymi w marcu/kwietniu 2008 roku sprzedało się 800 ton przypraw jednorodnych wobec 723 w okresie styczeń/ luty. – Dzieje się tak dlatego, że w menu świątecznym dominują tradycyjne polskie potrawy, przyrządzane za pomocą najpopularniejszych przypraw – wyjaśnia.   Mała ostra (i nie chodzi o papryczkę chili)  Zgodnie z danymi MEMRB w sprzedaży przypraw dominuje kanał tradycyjny. Duże i średnie sklepy spożywczo- przemysłowe wespół z małymi sklepami spożywczymi odpowiadały w 2008 r. za 63% wartościowej i 60% ilościowej sprzedaży przypraw. W okresach przedświątecznych ich zakup przesuwa się odrobinę bardziej w kierunku super- i hipermarketów. Przy czym Vlatka Grebiennik z Podravki podkreśla, że przesunięcie sprzedaży do kanału nowoczesnego w okresie Wielkanocy jest nieco mniejsze niż w okresie Bożego Narodzenia, kiedy wartościowo sięga nawet 5%. Czy oznacza to, że klienci przestają kupować przyprawy do świątecznych dań w pobliskich małych i średnich sklepach? Nic podobnego. Po prostu w handlu tradycyjnym nie widać tak ostrej sezonowości jak w handlu nowoczesnym. – Sprzedaż w handlu nowoczesnym charakteryzuje się większą sezonowością – jest stosunkowo wyższa w okresach szczytowych, jednocześnie notując większe spadki w lecie. Może to wynikać zarówno z faktu, że konsumenci na przedświąteczne zakupy chętniej wybierają się do super- i hipermarketów, jak również ze zwiększonej ilości kupowanych przypraw, spowodowanej wzmożoną aktywnością promocyjną w tych kanałach. W handlu tradycyjnym sprzedaż przypraw jest równomiernie rozłożona w przeciągu całego roku – zauważa Gabriela Wielgosz z Nestlé. A kto z Państwa nie dołoży starań, by mieć stałe źródło dochodu przez okrągły rok?   Cezary Ksel

Uniwersalizm niezagrożony


Czy ekspansja przypraw specjalnych może sprawić, że z rynku znikną produkty uniwersalne? Wydaje się to mało prawdopodobne. – Mieszanki przeznaczone do sporządzania określonych potraw są na tyle specjalistyczne, że konsumenci korzystają z nich przy przygotowywaniu konkretnych potraw, nie są one używane na co dzień. W związku z tym wzrost ich liczby nie ma większego wpływu na sprzedaż przypraw uniwersalnych – twierdzi Gabriela Wielgosz, junior product manager w Nestlé Polska. Podobnego zdania jest Mirosław Bronz, dyrektor handlowy firmy Vitpol, producenta przyprawy uniwersalnej Degusta. – Polacy coraz częściej eksperymentują w kuchni. Próbują mniej lub bardziej oryginalnych potraw, w związku z czym wykorzystują coraz bardziej „egzotyczne” przyprawy. Nie ma to jednak żadnego wpływu na sprzedaż przypraw najczęściej używanych w polskiej kuchni. Można powiedzieć, że rynek przypraw dla określonych potraw się poszerza, ale jego wzrost nie odbywa się kosztem tradycyjnych przypraw jednorodnych i uniwersalnych – mówi. Batalia toczy się za to na innym polu. – Polska, obok innych krajów słowiańskich, jest głównym rynkiem zbytu dla tego typu przypraw, co przekłada się na ostrą walkę konkurencyjną między producentami. Rynek stopniowo koncentruje się wokół najsilniejszych marek, którzy dominują w tej kategorii – zauważa Przemysław Pająk, PR manager firmy Prymat. Żeby przekonać się o słuszności jego opinii, wystarczy uważnie przyjrzeć się telewizyjnym blokom reklamowym, w których przyprawy uniwersalne pojawiają się nader często.

 

Bogactwo oferty z przyprawami może niektórych zdumiewać, ale klientów od półek nie odstrasza na pewno. Wręcz przeciwnie. Duży wybór działa na polskiego konsumenta jak magnes, zwłaszcza w okresie przedświątecznym.   Czasy, kiedy na półce z przyprawami znajdowały się jedynie pieprz i sól, dawno odeszły do lamusa. Obecnie rynek przypraw to segment ogromny i zróżnicowany, a na dodatek wciąż się rozwijający. W zeszłym roku wzrosty odnotowały wszystkie segmenty rynku przypraw sypkich, tj. przyprawy jednorodne (monoprzyprawy), przyprawy specjalne oraz uniwersalne. – Taki trend obserwujemy już od dłuższego czasu. Co istotne, wzrost wartościowy jest szybszy niż ilościowy, z czego można wnioskować, że konsumenci coraz częściej wybierają produkty z wyższej półki, markowe – mówi Vlatka Grebiennik z Podravki. To bez wątpienia dobry trend, chodzi wszak nie tylko o podniebienia Polaków, ale także o stan sklepowych kas.   Smakowe specjalizacje  Duża dynamika wzrostowa obserwowana na rynku przypraw to zasługa wielu czynników. Stoi za nią aktywność samych producentów, którzy co i rusz wprowadzają do oferty nowe przyprawy. Ale to wszystko na nic by się zdało, gdyby nie rozwój świadomości kulinarnej polskich konsumentów. Częste wyjazdy zagraniczne otworzyły przed nami świat potraw narodowych, co wzmogło zainteresowanie nieznanymi dotąd na polskim rynku przyprawami egzotycznymi. – Rynek się specjalizuje, Polacy coraz chętniej eksperymentują w kuchni, lubią kuchnie innych krajów i egzotyczne smaki – komentuje tę sytuacje Sylwia Kalska, PR manager firmy Kamis. – Konsumenci są otwarci na nowe propozycje, smaki i formy przypraw. Szczególnie chętnie sięgają po mieszanki przyprawowe, dedykowane konkretnym daniom lub konkretnym kuchniom, wybierają produkty, które zaspokoją ich oczekiwania kulinarne w sposób funkcjonalny, przyjemny i zawsze z gwarantowanym efektem – kontynuuje pani Sylwia. Potrzeba eksperymentowania w kuchni, otwartość na nowe smaki oraz dobra sytuacja ekonomiczna konsumentów sprawiły, że w minionym roku to segment przypraw specjalnych cechowała największa dynamika wzrostu. – Jeśli porównujemy poszczególne segmenty, to najszybszy wzrost odnotowały przyprawy specjalne – 16,8% wartościowo, wyprzedzając tym samym segment przypraw uniwersalnych – mówi Vlatka Grebiennik powołując się na dane MEMRB za cały 2008 r. Według tych właśnie danych do monoprzypraw należy 38,5% udziałów wartościowych, do przypraw specjalnych – 30,9%, a do uniwersalnych – 24,8%.    Uniwersalizm niezagrożony  Czy ekspansja przypraw specjalnych może sprawić, że z rynku znikną produkty uniwersalne? Wydaje się to mało prawdopodobne. – Mieszanki przeznaczone do sporządzania określonych potraw są na tyle specjalistyczne, że konsumenci korzystają z nich przy przygotowywaniu konkretnych potraw, nie są one używane na co dzień. W związku z tym wzrost ich liczby nie ma większego wpływu na sprzedaż przypraw uniwersalnych – twierdzi Gabriela Wielgosz, junior product manager w Nestlé Polska. Podobnego zdania jest Mirosław Bronz, dyrektor handlowy firmy Vitpol, producenta przyprawy uniwersalnej Degusta. – Polacy coraz częściej eksperymentują w kuchni. Próbują mniej lub bardziej oryginalnych potraw, w związku z czym wykorzystują coraz bardziej „egzotyczne” przyprawy. Nie ma to jednak żadnego wpływu na sprzedaż przypraw najczęściej używanych w polskiej kuchni. Można powiedzieć, że rynek przypraw dla określonych potraw się poszerza, ale jego wzrost nie odbywa się kosztem tradycyjnych przypraw jednorodnych i uniwersalnych – mówi. Batalia toczy się za to na innym polu. – Polska, obok innych krajów słowiańskich, jest głównym rynkiem zbytu dla tego typu przypraw, co przekłada się na ostrą walkę konkurencyjną między producentami. Rynek stopniowo koncentruje się wokół najsilniejszych marek, którzy dominują w tej kategorii – zauważa Przemysław Pająk, PR manager firmy Prymat. Żeby przekonać się o słuszności jego opinii, wystarczy uważnie przyjrzeć się telewizyjnym blokom reklamowym, w których przyprawy uniwersalne pojawiają się nader często.   Półki dobrze przyprawione  Gdyby pokusić się o przegląd półek z przyprawami w polskich domach, co byśmy na większości z nich znaleźli? Na pewno sól i pieprz, przyprawę uniwersalną (zgodnie z danymi GfK Polonia, na które powołuje się Gabriela Wielgosz z Nestlé, ich penetracja w 2008 wynosiła aż 78%). Do tego zestawu obowiązkowo dorzucić jeszcze trzeba topowe monoprzyprawy, a więc: paprykę słodką, ziele angielskie, liść laurowy, majeranek, czosnek oraz najpopularniejsze mieszanki specjalne, czyli przyprawę do kurczaka, a w sezonie letnim – do grilla. Rok 2009 w opinii naszych ekspertów nie będzie w jakiś szczególny sposób odmienny od poprzedniego. Prognozują oni zgodnie dużą dynamikę wzrostu przypraw specjalistycznych i mieszanek, pozostawiając jednocześnie niezachwiane pole egzystencji przyprawom uniwersalnym. Nie oznacza to jednak, że producenci nie będą się starali wprowadzić najpierw na sklepowe a później domowe półki nowości. Przeciwnie, Mirosław Bronz z Vitpolu twierdzi, że na rynku przypraw jest jeszcze bardzo wiele produktów, których polscy konsumenci nie odkryli albo dopiero zaczynają odkrywać. – Do tej grupy należą przede wszystkim różnego typu mieszanki, takie jak kompozycje ziół i pieprzy specyficznych dla kuchni wschodnich, przyprawy do makaronu czy marchwi po koreańsku. Są to przyprawy, które bardzo dobrze sprzedają się na rynkach eksportowych, a które w tradycyjnej polskiej kuchni nie znalazły do tej pory zastosowania, są jednak używane coraz częściej w dużej gastronomi – wylicza pan Mirosław.   Gorące dwa tygodnie  Na d c h o d z ą c e  Ś w i ę t a Wielkanocne (podobnie zresztą jak Boże Narodzenie) to czas wzmożonego zakupu wielu grup produktów. Dotyczy to także przypraw, dla których oba te święta to szczytowe pod względem sprzedaży okresy. Zakupowa gorączka w hurtowniach zaczyna się miesiąc, a w sklepach dwa tygodnie przed świętami. Wzrost sprzedaży dotyczy całej kategorii przypraw, w tym zwłaszcza monoprzypraw oraz przypraw uniwersalnych. – W odróżnieniu od rocznego kalendarza przyprawowego, w którym to większą dynamiką odznaczają się specjalistyczne mieszanki przypraw, w marcu/ kwietniu na plan pierwszy wysuwają się przyprawy jednorodne, takie jak pieprz, papryka, ziele angielskie czy tymianek. Znacznie wzrasta wtedy również sprzedaż np. natki pietruszki (wzrost sprzedaży o 18%), kopru (18%), owocu jałowca (11%), czy kolendry (9%) – wylicza Przemysław Pająk z Prymatu, powołując się na dane MEMRB, zgodnie z którymi w marcu/kwietniu 2008 roku sprzedało się 800 ton przypraw jednorodnych wobec 723 w okresie styczeń/ luty. – Dzieje się tak dlatego, że w menu świątecznym dominują tradycyjne polskie potrawy, przyrządzane za pomocą najpopularniejszych przypraw – wyjaśnia.   Mała ostra (i nie chodzi o papryczkę chili)  Zgodnie z danymi MEMRB w sprzedaży przypraw dominuje kanał tradycyjny. Duże i średnie sklepy spożywczo- przemysłowe wespół z małymi sklepami spożywczymi odpowiadały w 2008 r. za 63% wartościowej i 60% ilościowej sprzedaży przypraw. W okresach przedświątecznych ich zakup przesuwa się odrobinę bardziej w kierunku super- i hipermarketów. Przy czym Vlatka Grebiennik z Podravki podkreśla, że przesunięcie sprzedaży do kanału nowoczesnego w okresie Wielkanocy jest nieco mniejsze niż w okresie Bożego Narodzenia, kiedy wartościowo sięga nawet 5%. Czy oznacza to, że klienci przestają kupować przyprawy do świątecznych dań w pobliskich małych i średnich sklepach? Nic podobnego. Po prostu w handlu tradycyjnym nie widać tak ostrej sezonowości jak w handlu nowoczesnym. – Sprzedaż w handlu nowoczesnym charakteryzuje się większą sezonowością – jest stosunkowo wyższa w okresach szczytowych, jednocześnie notując większe spadki w lecie. Może to wynikać zarówno z faktu, że konsumenci na przedświąteczne zakupy chętniej wybierają się do super- i hipermarketów, jak również ze zwiększonej ilości kupowanych przypraw, spowodowanej wzmożoną aktywnością promocyjną w tych kanałach. W handlu tradycyjnym sprzedaż przypraw jest równomiernie rozłożona w przeciągu całego roku – zauważa Gabriela Wielgosz z Nestlé. A kto z Państwa nie dołoży starań, by mieć stałe źródło dochodu przez okrągły rok?   Cezary Ksel


Półki dobrze przyprawione


Gdyby pokusić się o przegląd półek z przyprawami w polskich domach, co byśmy na większości z nich znaleźli? Na pewno sól i pieprz, przyprawę uniwersalną (zgodnie z danymi GfK Polonia, na które powołuje się Gabriela Wielgosz z Nestlé, ich penetracja w 2008 wynosiła aż 78%). Do tego zestawu obowiązkowo dorzucić jeszcze trzeba topowe monoprzyprawy, a więc: paprykę słodką, ziele angielskie, liść laurowy, majeranek, czosnek oraz najpopularniejsze mieszanki specjalne, czyli przyprawę do kurczaka, a w sezonie letnim – do grilla. Rok 2009 w opinii naszych ekspertów nie będzie w jakiś szczególny sposób odmienny od poprzedniego. Prognozują oni zgodnie dużą dynamikę wzrostu przypraw specjalistycznych i mieszanek, pozostawiając jednocześnie niezachwiane pole egzystencji przyprawom uniwersalnym. Nie oznacza to jednak, że producenci nie będą się starali wprowadzić najpierw na sklepowe a później domowe półki nowości. Przeciwnie, Mirosław Bronz z Vitpolu twierdzi, że na rynku przypraw jest jeszcze bardzo wiele produktów, których polscy konsumenci nie odkryli albo dopiero zaczynają odkrywać. – Do tej grupy należą przede wszystkim różnego typu mieszanki, takie jak kompozycje ziół i pieprzy specyficznych dla kuchni wschodnich, przyprawy do makaronu czy marchwi po koreańsku. Są to przyprawy, które bardzo dobrze sprzedają się na rynkach eksportowych, a które w tradycyjnej polskiej kuchni nie znalazły do tej pory zastosowania, są jednak używane coraz częściej w dużej gastronomi – wylicza pan Mirosław.
 

Bogactwo oferty z przyprawami może niektórych zdumiewać, ale klientów od półek nie odstrasza na pewno. Wręcz przeciwnie. Duży wybór działa na polskiego konsumenta jak magnes, zwłaszcza w okresie przedświątecznym.   Czasy, kiedy na półce z przyprawami znajdowały się jedynie pieprz i sól, dawno odeszły do lamusa. Obecnie rynek przypraw to segment ogromny i zróżnicowany, a na dodatek wciąż się rozwijający. W zeszłym roku wzrosty odnotowały wszystkie segmenty rynku przypraw sypkich, tj. przyprawy jednorodne (monoprzyprawy), przyprawy specjalne oraz uniwersalne. – Taki trend obserwujemy już od dłuższego czasu. Co istotne, wzrost wartościowy jest szybszy niż ilościowy, z czego można wnioskować, że konsumenci coraz częściej wybierają produkty z wyższej półki, markowe – mówi Vlatka Grebiennik z Podravki. To bez wątpienia dobry trend, chodzi wszak nie tylko o podniebienia Polaków, ale także o stan sklepowych kas.   Smakowe specjalizacje  Duża dynamika wzrostowa obserwowana na rynku przypraw to zasługa wielu czynników. Stoi za nią aktywność samych producentów, którzy co i rusz wprowadzają do oferty nowe przyprawy. Ale to wszystko na nic by się zdało, gdyby nie rozwój świadomości kulinarnej polskich konsumentów. Częste wyjazdy zagraniczne otworzyły przed nami świat potraw narodowych, co wzmogło zainteresowanie nieznanymi dotąd na polskim rynku przyprawami egzotycznymi. – Rynek się specjalizuje, Polacy coraz chętniej eksperymentują w kuchni, lubią kuchnie innych krajów i egzotyczne smaki – komentuje tę sytuacje Sylwia Kalska, PR manager firmy Kamis. – Konsumenci są otwarci na nowe propozycje, smaki i formy przypraw. Szczególnie chętnie sięgają po mieszanki przyprawowe, dedykowane konkretnym daniom lub konkretnym kuchniom, wybierają produkty, które zaspokoją ich oczekiwania kulinarne w sposób funkcjonalny, przyjemny i zawsze z gwarantowanym efektem – kontynuuje pani Sylwia. Potrzeba eksperymentowania w kuchni, otwartość na nowe smaki oraz dobra sytuacja ekonomiczna konsumentów sprawiły, że w minionym roku to segment przypraw specjalnych cechowała największa dynamika wzrostu. – Jeśli porównujemy poszczególne segmenty, to najszybszy wzrost odnotowały przyprawy specjalne – 16,8% wartościowo, wyprzedzając tym samym segment przypraw uniwersalnych – mówi Vlatka Grebiennik powołując się na dane MEMRB za cały 2008 r. Według tych właśnie danych do monoprzypraw należy 38,5% udziałów wartościowych, do przypraw specjalnych – 30,9%, a do uniwersalnych – 24,8%.    Uniwersalizm niezagrożony  Czy ekspansja przypraw specjalnych może sprawić, że z rynku znikną produkty uniwersalne? Wydaje się to mało prawdopodobne. – Mieszanki przeznaczone do sporządzania określonych potraw są na tyle specjalistyczne, że konsumenci korzystają z nich przy przygotowywaniu konkretnych potraw, nie są one używane na co dzień. W związku z tym wzrost ich liczby nie ma większego wpływu na sprzedaż przypraw uniwersalnych – twierdzi Gabriela Wielgosz, junior product manager w Nestlé Polska. Podobnego zdania jest Mirosław Bronz, dyrektor handlowy firmy Vitpol, producenta przyprawy uniwersalnej Degusta. – Polacy coraz częściej eksperymentują w kuchni. Próbują mniej lub bardziej oryginalnych potraw, w związku z czym wykorzystują coraz bardziej „egzotyczne” przyprawy. Nie ma to jednak żadnego wpływu na sprzedaż przypraw najczęściej używanych w polskiej kuchni. Można powiedzieć, że rynek przypraw dla określonych potraw się poszerza, ale jego wzrost nie odbywa się kosztem tradycyjnych przypraw jednorodnych i uniwersalnych – mówi. Batalia toczy się za to na innym polu. – Polska, obok innych krajów słowiańskich, jest głównym rynkiem zbytu dla tego typu przypraw, co przekłada się na ostrą walkę konkurencyjną między producentami. Rynek stopniowo koncentruje się wokół najsilniejszych marek, którzy dominują w tej kategorii – zauważa Przemysław Pająk, PR manager firmy Prymat. Żeby przekonać się o słuszności jego opinii, wystarczy uważnie przyjrzeć się telewizyjnym blokom reklamowym, w których przyprawy uniwersalne pojawiają się nader często.   Półki dobrze przyprawione  Gdyby pokusić się o przegląd półek z przyprawami w polskich domach, co byśmy na większości z nich znaleźli? Na pewno sól i pieprz, przyprawę uniwersalną (zgodnie z danymi GfK Polonia, na które powołuje się Gabriela Wielgosz z Nestlé, ich penetracja w 2008 wynosiła aż 78%). Do tego zestawu obowiązkowo dorzucić jeszcze trzeba topowe monoprzyprawy, a więc: paprykę słodką, ziele angielskie, liść laurowy, majeranek, czosnek oraz najpopularniejsze mieszanki specjalne, czyli przyprawę do kurczaka, a w sezonie letnim – do grilla. Rok 2009 w opinii naszych ekspertów nie będzie w jakiś szczególny sposób odmienny od poprzedniego. Prognozują oni zgodnie dużą dynamikę wzrostu przypraw specjalistycznych i mieszanek, pozostawiając jednocześnie niezachwiane pole egzystencji przyprawom uniwersalnym. Nie oznacza to jednak, że producenci nie będą się starali wprowadzić najpierw na sklepowe a później domowe półki nowości. Przeciwnie, Mirosław Bronz z Vitpolu twierdzi, że na rynku przypraw jest jeszcze bardzo wiele produktów, których polscy konsumenci nie odkryli albo dopiero zaczynają odkrywać. – Do tej grupy należą przede wszystkim różnego typu mieszanki, takie jak kompozycje ziół i pieprzy specyficznych dla kuchni wschodnich, przyprawy do makaronu czy marchwi po koreańsku. Są to przyprawy, które bardzo dobrze sprzedają się na rynkach eksportowych, a które w tradycyjnej polskiej kuchni nie znalazły do tej pory zastosowania, są jednak używane coraz częściej w dużej gastronomi – wylicza pan Mirosław.   Gorące dwa tygodnie  Na d c h o d z ą c e  Ś w i ę t a Wielkanocne (podobnie zresztą jak Boże Narodzenie) to czas wzmożonego zakupu wielu grup produktów. Dotyczy to także przypraw, dla których oba te święta to szczytowe pod względem sprzedaży okresy. Zakupowa gorączka w hurtowniach zaczyna się miesiąc, a w sklepach dwa tygodnie przed świętami. Wzrost sprzedaży dotyczy całej kategorii przypraw, w tym zwłaszcza monoprzypraw oraz przypraw uniwersalnych. – W odróżnieniu od rocznego kalendarza przyprawowego, w którym to większą dynamiką odznaczają się specjalistyczne mieszanki przypraw, w marcu/ kwietniu na plan pierwszy wysuwają się przyprawy jednorodne, takie jak pieprz, papryka, ziele angielskie czy tymianek. Znacznie wzrasta wtedy również sprzedaż np. natki pietruszki (wzrost sprzedaży o 18%), kopru (18%), owocu jałowca (11%), czy kolendry (9%) – wylicza Przemysław Pająk z Prymatu, powołując się na dane MEMRB, zgodnie z którymi w marcu/kwietniu 2008 roku sprzedało się 800 ton przypraw jednorodnych wobec 723 w okresie styczeń/ luty. – Dzieje się tak dlatego, że w menu świątecznym dominują tradycyjne polskie potrawy, przyrządzane za pomocą najpopularniejszych przypraw – wyjaśnia.   Mała ostra (i nie chodzi o papryczkę chili)  Zgodnie z danymi MEMRB w sprzedaży przypraw dominuje kanał tradycyjny. Duże i średnie sklepy spożywczo- przemysłowe wespół z małymi sklepami spożywczymi odpowiadały w 2008 r. za 63% wartościowej i 60% ilościowej sprzedaży przypraw. W okresach przedświątecznych ich zakup przesuwa się odrobinę bardziej w kierunku super- i hipermarketów. Przy czym Vlatka Grebiennik z Podravki podkreśla, że przesunięcie sprzedaży do kanału nowoczesnego w okresie Wielkanocy jest nieco mniejsze niż w okresie Bożego Narodzenia, kiedy wartościowo sięga nawet 5%. Czy oznacza to, że klienci przestają kupować przyprawy do świątecznych dań w pobliskich małych i średnich sklepach? Nic podobnego. Po prostu w handlu tradycyjnym nie widać tak ostrej sezonowości jak w handlu nowoczesnym. – Sprzedaż w handlu nowoczesnym charakteryzuje się większą sezonowością – jest stosunkowo wyższa w okresach szczytowych, jednocześnie notując większe spadki w lecie. Może to wynikać zarówno z faktu, że konsumenci na przedświąteczne zakupy chętniej wybierają się do super- i hipermarketów, jak również ze zwiększonej ilości kupowanych przypraw, spowodowanej wzmożoną aktywnością promocyjną w tych kanałach. W handlu tradycyjnym sprzedaż przypraw jest równomiernie rozłożona w przeciągu całego roku – zauważa Gabriela Wielgosz z Nestlé. A kto z Państwa nie dołoży starań, by mieć stałe źródło dochodu przez okrągły rok?   Cezary Ksel

Gorące dwa tygodnie


Na d c h o d z ą c e  Ś w i ę t a Wielkanocne (podobnie zresztą jak Boże Narodzenie) to czas wzmożonego zakupu wielu grup produktów. Dotyczy to także przypraw, dla których oba te święta to szczytowe pod względem sprzedaży okresy. Zakupowa gorączka w hurtowniach zaczyna się miesiąc, a w sklepach dwa tygodnie przed świętami. Wzrost sprzedaży dotyczy całej kategorii przypraw, w tym zwłaszcza monoprzypraw oraz przypraw uniwersalnych. – W odróżnieniu od rocznego kalendarza przyprawowego, w którym to większą dynamiką odznaczają się specjalistyczne mieszanki przypraw, w marcu/ kwietniu na plan pierwszy wysuwają się przyprawy jednorodne, takie jak pieprz, papryka, ziele angielskie czy tymianek. Znacznie wzrasta wtedy również sprzedaż np. natki pietruszki (wzrost sprzedaży o 18%), kopru (18%), owocu jałowca (11%), czy kolendry (9%) – wylicza Przemysław Pająk z Prymatu, powołując się na dane MEMRB, zgodnie z którymi w marcu/kwietniu 2008 roku sprzedało się 800 ton przypraw jednorodnych wobec 723 w okresie styczeń/ luty. – Dzieje się tak dlatego, że w menu świątecznym dominują tradycyjne polskie potrawy, przyrządzane za pomocą najpopularniejszych przypraw – wyjaśnia.
 

Bogactwo oferty z przyprawami może niektórych zdumiewać, ale klientów od półek nie odstrasza na pewno. Wręcz przeciwnie. Duży wybór działa na polskiego konsumenta jak magnes, zwłaszcza w okresie przedświątecznym.   Czasy, kiedy na półce z przyprawami znajdowały się jedynie pieprz i sól, dawno odeszły do lamusa. Obecnie rynek przypraw to segment ogromny i zróżnicowany, a na dodatek wciąż się rozwijający. W zeszłym roku wzrosty odnotowały wszystkie segmenty rynku przypraw sypkich, tj. przyprawy jednorodne (monoprzyprawy), przyprawy specjalne oraz uniwersalne. – Taki trend obserwujemy już od dłuższego czasu. Co istotne, wzrost wartościowy jest szybszy niż ilościowy, z czego można wnioskować, że konsumenci coraz częściej wybierają produkty z wyższej półki, markowe – mówi Vlatka Grebiennik z Podravki. To bez wątpienia dobry trend, chodzi wszak nie tylko o podniebienia Polaków, ale także o stan sklepowych kas.   Smakowe specjalizacje  Duża dynamika wzrostowa obserwowana na rynku przypraw to zasługa wielu czynników. Stoi za nią aktywność samych producentów, którzy co i rusz wprowadzają do oferty nowe przyprawy. Ale to wszystko na nic by się zdało, gdyby nie rozwój świadomości kulinarnej polskich konsumentów. Częste wyjazdy zagraniczne otworzyły przed nami świat potraw narodowych, co wzmogło zainteresowanie nieznanymi dotąd na polskim rynku przyprawami egzotycznymi. – Rynek się specjalizuje, Polacy coraz chętniej eksperymentują w kuchni, lubią kuchnie innych krajów i egzotyczne smaki – komentuje tę sytuacje Sylwia Kalska, PR manager firmy Kamis. – Konsumenci są otwarci na nowe propozycje, smaki i formy przypraw. Szczególnie chętnie sięgają po mieszanki przyprawowe, dedykowane konkretnym daniom lub konkretnym kuchniom, wybierają produkty, które zaspokoją ich oczekiwania kulinarne w sposób funkcjonalny, przyjemny i zawsze z gwarantowanym efektem – kontynuuje pani Sylwia. Potrzeba eksperymentowania w kuchni, otwartość na nowe smaki oraz dobra sytuacja ekonomiczna konsumentów sprawiły, że w minionym roku to segment przypraw specjalnych cechowała największa dynamika wzrostu. – Jeśli porównujemy poszczególne segmenty, to najszybszy wzrost odnotowały przyprawy specjalne – 16,8% wartościowo, wyprzedzając tym samym segment przypraw uniwersalnych – mówi Vlatka Grebiennik powołując się na dane MEMRB za cały 2008 r. Według tych właśnie danych do monoprzypraw należy 38,5% udziałów wartościowych, do przypraw specjalnych – 30,9%, a do uniwersalnych – 24,8%.    Uniwersalizm niezagrożony  Czy ekspansja przypraw specjalnych może sprawić, że z rynku znikną produkty uniwersalne? Wydaje się to mało prawdopodobne. – Mieszanki przeznaczone do sporządzania określonych potraw są na tyle specjalistyczne, że konsumenci korzystają z nich przy przygotowywaniu konkretnych potraw, nie są one używane na co dzień. W związku z tym wzrost ich liczby nie ma większego wpływu na sprzedaż przypraw uniwersalnych – twierdzi Gabriela Wielgosz, junior product manager w Nestlé Polska. Podobnego zdania jest Mirosław Bronz, dyrektor handlowy firmy Vitpol, producenta przyprawy uniwersalnej Degusta. – Polacy coraz częściej eksperymentują w kuchni. Próbują mniej lub bardziej oryginalnych potraw, w związku z czym wykorzystują coraz bardziej „egzotyczne” przyprawy. Nie ma to jednak żadnego wpływu na sprzedaż przypraw najczęściej używanych w polskiej kuchni. Można powiedzieć, że rynek przypraw dla określonych potraw się poszerza, ale jego wzrost nie odbywa się kosztem tradycyjnych przypraw jednorodnych i uniwersalnych – mówi. Batalia toczy się za to na innym polu. – Polska, obok innych krajów słowiańskich, jest głównym rynkiem zbytu dla tego typu przypraw, co przekłada się na ostrą walkę konkurencyjną między producentami. Rynek stopniowo koncentruje się wokół najsilniejszych marek, którzy dominują w tej kategorii – zauważa Przemysław Pająk, PR manager firmy Prymat. Żeby przekonać się o słuszności jego opinii, wystarczy uważnie przyjrzeć się telewizyjnym blokom reklamowym, w których przyprawy uniwersalne pojawiają się nader często.   Półki dobrze przyprawione  Gdyby pokusić się o przegląd półek z przyprawami w polskich domach, co byśmy na większości z nich znaleźli? Na pewno sól i pieprz, przyprawę uniwersalną (zgodnie z danymi GfK Polonia, na które powołuje się Gabriela Wielgosz z Nestlé, ich penetracja w 2008 wynosiła aż 78%). Do tego zestawu obowiązkowo dorzucić jeszcze trzeba topowe monoprzyprawy, a więc: paprykę słodką, ziele angielskie, liść laurowy, majeranek, czosnek oraz najpopularniejsze mieszanki specjalne, czyli przyprawę do kurczaka, a w sezonie letnim – do grilla. Rok 2009 w opinii naszych ekspertów nie będzie w jakiś szczególny sposób odmienny od poprzedniego. Prognozują oni zgodnie dużą dynamikę wzrostu przypraw specjalistycznych i mieszanek, pozostawiając jednocześnie niezachwiane pole egzystencji przyprawom uniwersalnym. Nie oznacza to jednak, że producenci nie będą się starali wprowadzić najpierw na sklepowe a później domowe półki nowości. Przeciwnie, Mirosław Bronz z Vitpolu twierdzi, że na rynku przypraw jest jeszcze bardzo wiele produktów, których polscy konsumenci nie odkryli albo dopiero zaczynają odkrywać. – Do tej grupy należą przede wszystkim różnego typu mieszanki, takie jak kompozycje ziół i pieprzy specyficznych dla kuchni wschodnich, przyprawy do makaronu czy marchwi po koreańsku. Są to przyprawy, które bardzo dobrze sprzedają się na rynkach eksportowych, a które w tradycyjnej polskiej kuchni nie znalazły do tej pory zastosowania, są jednak używane coraz częściej w dużej gastronomi – wylicza pan Mirosław.   Gorące dwa tygodnie  Na d c h o d z ą c e  Ś w i ę t a Wielkanocne (podobnie zresztą jak Boże Narodzenie) to czas wzmożonego zakupu wielu grup produktów. Dotyczy to także przypraw, dla których oba te święta to szczytowe pod względem sprzedaży okresy. Zakupowa gorączka w hurtowniach zaczyna się miesiąc, a w sklepach dwa tygodnie przed świętami. Wzrost sprzedaży dotyczy całej kategorii przypraw, w tym zwłaszcza monoprzypraw oraz przypraw uniwersalnych. – W odróżnieniu od rocznego kalendarza przyprawowego, w którym to większą dynamiką odznaczają się specjalistyczne mieszanki przypraw, w marcu/ kwietniu na plan pierwszy wysuwają się przyprawy jednorodne, takie jak pieprz, papryka, ziele angielskie czy tymianek. Znacznie wzrasta wtedy również sprzedaż np. natki pietruszki (wzrost sprzedaży o 18%), kopru (18%), owocu jałowca (11%), czy kolendry (9%) – wylicza Przemysław Pająk z Prymatu, powołując się na dane MEMRB, zgodnie z którymi w marcu/kwietniu 2008 roku sprzedało się 800 ton przypraw jednorodnych wobec 723 w okresie styczeń/ luty. – Dzieje się tak dlatego, że w menu świątecznym dominują tradycyjne polskie potrawy, przyrządzane za pomocą najpopularniejszych przypraw – wyjaśnia.   Mała ostra (i nie chodzi o papryczkę chili)  Zgodnie z danymi MEMRB w sprzedaży przypraw dominuje kanał tradycyjny. Duże i średnie sklepy spożywczo- przemysłowe wespół z małymi sklepami spożywczymi odpowiadały w 2008 r. za 63% wartościowej i 60% ilościowej sprzedaży przypraw. W okresach przedświątecznych ich zakup przesuwa się odrobinę bardziej w kierunku super- i hipermarketów. Przy czym Vlatka Grebiennik z Podravki podkreśla, że przesunięcie sprzedaży do kanału nowoczesnego w okresie Wielkanocy jest nieco mniejsze niż w okresie Bożego Narodzenia, kiedy wartościowo sięga nawet 5%. Czy oznacza to, że klienci przestają kupować przyprawy do świątecznych dań w pobliskich małych i średnich sklepach? Nic podobnego. Po prostu w handlu tradycyjnym nie widać tak ostrej sezonowości jak w handlu nowoczesnym. – Sprzedaż w handlu nowoczesnym charakteryzuje się większą sezonowością – jest stosunkowo wyższa w okresach szczytowych, jednocześnie notując większe spadki w lecie. Może to wynikać zarówno z faktu, że konsumenci na przedświąteczne zakupy chętniej wybierają się do super- i hipermarketów, jak również ze zwiększonej ilości kupowanych przypraw, spowodowanej wzmożoną aktywnością promocyjną w tych kanałach. W handlu tradycyjnym sprzedaż przypraw jest równomiernie rozłożona w przeciągu całego roku – zauważa Gabriela Wielgosz z Nestlé. A kto z Państwa nie dołoży starań, by mieć stałe źródło dochodu przez okrągły rok?   Cezary Ksel

Mała ostra (i nie chodzi o papryczkę chili)


Zgodnie z danymi MEMRB w sprzedaży przypraw dominuje kanał tradycyjny. Duże i średnie sklepy spożywczo- przemysłowe wespół z małymi sklepami spożywczymi odpowiadały w 2008 r. za 63% wartościowej i 60% ilościowej sprzedaży przypraw. W okresach przedświątecznych ich zakup przesuwa się odrobinę bardziej w kierunku super- i hipermarketów. Przy czym Vlatka Grebiennik z Podravki podkreśla, że przesunięcie sprzedaży do kanału nowoczesnego w okresie Wielkanocy jest nieco mniejsze niż w okresie Bożego Narodzenia, kiedy wartościowo sięga nawet 5%. Czy oznacza to, że klienci przestają kupować przyprawy do świątecznych dań w pobliskich małych i średnich sklepach? Nic podobnego. Po prostu w handlu tradycyjnym nie widać tak ostrej sezonowości jak w handlu nowoczesnym. – Sprzedaż w handlu nowoczesnym charakteryzuje się większą sezonowością – jest stosunkowo wyższa w okresach szczytowych, jednocześnie notując większe spadki w lecie. Może to wynikać zarówno z faktu, że konsumenci na przedświąteczne zakupy chętniej wybierają się do super- i hipermarketów, jak również ze zwiększonej ilości kupowanych przypraw, spowodowanej wzmożoną aktywnością promocyjną w tych kanałach. W handlu tradycyjnym sprzedaż przypraw jest równomiernie rozłożona w przeciągu całego roku – zauważa Gabriela Wielgosz z Nestlé. A kto z Państwa nie dołoży starań, by mieć stałe źródło dochodu przez okrągły rok?


Cezary Ksel






Komentarze:



Przeboje FMCG 2014



2014-11-26
2014-11-26
2014-11-25


Newsletter





O portalu | Reklama | Kontakt | Polityka prywatności | Mapa serwisu created by Visualteam


artykuły spożywcze | branża fmcg | fmcg | franchising | gazeta fmcg | handel w polsce | poradnik handlowca
merchandising | sieci handlowe | sklepy spożywcze | wyposażenie sklepu