Poniedziałek, 06 Września 2010




 
2010-06-22

Do biegu - gotowe - start!


Latem większość detalistów koncentruje się na półce
z wodą, sokami i napojami oraz na bonecie z lodami.
Tymczasem gaszenie pragnienia to za mało. Niezależnie
od temperatury za oknem trzeba jeszcze coś zjeść.
Tym „czymś” coraz częściej są dania gotowe oraz instant.


Wartość sprzedaży dań gotowych wynosi obecnie blisko 370 mln złotych,
dania instant generują obrót na poziomie 65 mln złotych. Te drugie
wypracowały w przeciągu ostatniego roku spory wzrost – 21,6%;
podczas gdy notowania dań gotowych podskoczyły jedynie o 3,6% (źródło:
Nielsen, dane za kwiecień 2009 – marzec 2010).
– Do roku 2009 rynek dań gotowych rozwijał się w szybkim tempie.
Rok temu mieliśmy do czynienia z niewielkim spadkiem wywołanym
spowolnieniem gospodarczym oraz wzrostem cen mięsa głównego składnika
wielu produktów tej kategorii. Obecnie możemy mówić o stabilizacji sytuacji
i pewnym ożywieniu tego segmentu, który bez wątpienia wykazuje duży
potencjał wzrostu i jest uznawany za jeden z najbardziej perspektywicznych
segmentów przemysłu spożywczego – mówi Marek Feruś, wiceprezes Grupy
Makarony Polskie, do której należy marka Stoczek. Owo spowolnienie rynku
spowodowane kryzysem to, jak zauważa Katarzyna Gospodarek,
rzecznik HJ Heizn, kwestia typowo polska. Jej zdaniem w innych krajach
europejskich konsumenci w ramach oszczędności rezygnują z posiłków
w restauracjach na rzecz dań gotowych; w Polsce raczej przerzucamy
się z gotowców na własną kuchnię. Niezależnie od chwilowego wyhamowania
rynku wydaje się, iż ma on zbyt wiele asów w rękawie (czy też w słoiku),
aby się nie obronił. Jego potencjał wynika z faktu, że ciągle jest to
w Polsce branża „nienasycona” – nadal spożywamy o około 1/4 mniej
dań gotowych niż nasi zachodni sąsiedzi. Ale najważniejsze wydaje się
to, że dzięki daniom gotowym zyskujemy coś, czego tak bardzo nam

brakuje – czas. A skoro czas to pieniądz, to warto mieć na oku półkę
z daniami, która (szczególnie w okresie letnim) na ów pieniądz pracuje.

Pomiędzy tradycją a nowoczesnością

Dania gotowe – rzecz raczej nie do pomyślenia w epoce
naszych babć – to bez wątpienia znak naszych (zabieganych) czasów.
Jednak mimo że Polacy tak chętnie zaakceptowali obiady, które wystarczy
jedynie podgrzać, to nadal gustują w tradycyjnych smakach. W ich
sprzedaży królują fasola i fl aki (mają one odpowiednio 21,1% i 20,7%
udziałów w sprzedaży wartościowej). Poza rzeczoną parą dobrze wypadają
także gołąbki (15,3%), pulpety (13,1%) i klopsy (10,5%).
Mniejszym zainteresowaniem cieszą się gulasz (5%) i bigos (2,2%).
Dane Nielsena (za okres kwiecień 2009 – marzec 2010) znajdują
potwierdzenie w wypowiedziach producentów.
Paweł Zygmunt z firmy Łabimex do topu sprzedaży swojej firmy
zalicza fasolę, fl aki, gołąbki i pulpety, ale zwraca uwagę także

na zupę gulaszową, zbierającą wśród konsumentów pozytywne
recenzje. – Wśród dań gotowych pod marką Stoczek zdecydowanym
liderem są flaki zamojskie. Inne cieszące się uznaniem konsumentów
propozycje to fasolka po bretońsku z kiełbasą, pulpety w
sosie pomidorowym, gulasz węgierski wieprzowy, flaki wołowe
w rosole czy klopsy w jarzynach – mówi Marek Feruś.
Podobnie ma się rzecz w przypadku Mispolu, w którego ofercie
największą popularnością cieszą się flaki zamojskie (w różnej gramaturze
– w słoiku 500 g oraz w puszcze 920 g), zaraz za nimi plasuje się fasolka
po bretońsku. Jednak ten bardzo tradycyjny smakowo obraz rynku dań gotowych
także zaczyna ewoluować. Przykładem są tutaj chociażby produkowane
przez firmę Agros Nova Kociołki do syta, wśród których
możemy znaleźć smak orientalny, meksykański, rosyjski, węgierski czy
boloński. – W przypadku dań gotowych w słoikach sama trochę
eksperymentuję z towarem – relacjonuje Karolina Mazur, detalistka

z Rzeszowa. – Obecnie najchętniej zamawiam produkty marek:
Pudliszki, Kotlin, Mispol i Łowicz. Pewnie nie powiem nic odkrywczego,
stwierdzając, że klienci najczęściej szukają gołąbków, flaków i bigosu.
Choć teraz to się zmieniło przez Kociołki do syta, które – choć nieco
droższe od innych dań gotowych – sprzedają się nieźle, ale
raczej wśród młodszych konsumentów – twierdzi nasza rozmówczyni.
Obok coraz szerszej oferty smakowej na korzyść dań gotowych
przemawia także zmiana ich jakości. Przez długie
lata nie cieszyły się one estymą wśród konsumentów, traktowane
były wręcz jako obiad drugiej kategorii. Przy obecnej
konkurencji na rynku producenci muszą dokładać starań, aby
jakość dań gotowych była jak najwyższa. I choć pewnie nigdy

nie będą one w 100% takie jak domowe (zresztą, ile domów,
tyle wzorców), to niewątpliwie w ostatnim czasie zbliżyły się do ideału.


Gotowość do zmian?

Od długiego już czasu przewiduje się w Polsce spektakularny rozwój
rynku dań gotowych. Mówiąc o rozwoju nie myślimy tylko o sprzedaży,
ale także o szerszym asortymencie, sposobach przetworzenia
i rodzajach opakowań, a więc kierunku, w jakim poszło wiele
innych krajów europejskich. Pod tymi względami rynek dań
gotowych w Polsce pozostaje rynkiem raczkującym,
ale to w kwestii opakowań mamy najwięcej do nadrobienia.
Paweł Zygmunt broni zachowawczej polityki producentów tym,
że tak naprawdę muszą się oni dopasować do tradycyjnych potrzeb
i przyzwyczajeń konsumentów. W tym do naszego upodobania do
słoików, ponieważ to one zdecydowanie dominują w sprzedaży.
– Dania gotowe w słoikach stanowią ok. 90% rynku,
produkty w puszkach to zaledwie 4%, zaś dania na tackach
– niecały 1% – mówi Marek Feruś i podkreśla, że jakość
produktów, wbrew stereotypom, nie zależy od rodzaju
opakowania. – Polacy wybierają słoiki, bo budzą one w nich
większe zaufanie. W przezroczystych opakowaniach
konsumenci sami mogą sprawdzić ich zawartość – widzą
czy potrawa wygląda dobrze i czy nie ma w niej niczego
podejrzanego. Są też do tego rodzaju opakowania przywiązani,
bo od lat są one w stałej ofercie większości producentów.
Z kolei za opakowaniami plastikowymi idzie argument wygody.
Myślę, że w Polsce jest miejsce i na dania gotowe w słoikach,
i na dania gotowe w innych opakowaniach – twierdzi
przedstawiciel Grupy Makarony Polskie.

Sproszkowany ciepły posiłek

Odrębnym segmentem na rynku gotowych propozycji na
obiad (lub w tym przypadku bardziej przekąskę) są „instanty”.
Zalicza się do nich dania instant (w plastikowych/tekturowych
kubkach), zupy w proszku („gorące kubki”) oraz zupy z
makaronem („chińskie”). Z danych Nielsena za kwiecień
2009 – marzec 2010 w sprzedaży dań instant dominują te na
bazie makaronu (62,1% wartości sprzedaży) oraz purée (36,9%);
propozycje z ryżem są marginalne (1,1% ). Kupując je Polacy są dość
konserwatywni. – Co drugie wybierane przez konsumentów
Danie w 5 minut to Spaghetti po bolońsku oraz Ziemniaki purée

z grzankami i cebulką (stanowią one ponad 50%
naszej sprzedaży) – mówi Monika Jusińska-Zbiegniewska,
marketing manager w Dziale Wyrobów Kulinarnych Nestlé Polska.
Nie oznacza to jednak, że nie warto inwestować w tym segmencie
w nowości. – Konsumenci lubią urozmaicać swoje menu, wybierając
nowe smaki „na spróbowanie”. Stąd dwie nowości w portfolio
Dań w 5 minut marki Winiary: Ziemniaki purée z kawałkami marchewki
i groszkiem oraz Świderki smak kremowo-mięsny
z pomidorami. Wierzymy, że staną się one mocną pozycją na
zakupowej liście Polaków – podkreśla Jusińska-Zbiegniewska. Skoro
już o zakupach mowa, to tradycyjny detal jak najbardziej zalicza się do
miejsc, gdzie są one nabywane. Reprezentująca ten kanał Karolina
Mazur na sprzedaż „instantów” nie narzeka. – Sprzedaż dań tego typu
w moim sklepie podzielona jest na dwie marki – Knorr i Winiary.
W jednym i drugim przypadku klienci najchętniej wybierają makarony
z sosem (najczęściej bolońskim) i purée z ziemniaków z dodatkami.
Podobnie jest w przypadku „gorących kubków” – sprzedaż produktów
Knorr i Winiary kształtuje się u mnie na podobnym poziomie.
Do najczęściej wybieranych smaków zaliczyłabym pomidorową, rosół,
barszcz i grzybową, czyli te z tradycyjnej polskiej kuchni.
Sprzedaję także zupy instant z makaronem marki Amino,
z których najczęściej kupowane są pomidorowa i rosół,
oraz Knorr Amore Pomidore czy Ser w ziołach – mówi pani Karolina.
Jej zdaniem, aby „instanty” dobrze rotowały, trzeba je umiejętnie
wyeksponować – np. „gorące kubki” na stojakach przy kasie lub między
alejkami, ponieważ często są to zakupy niezaplanowane,
pod wpływem impulsu. Jeśli chodzi o wybór asortymentu sprawa jest dla
naszej rozmówczyni prosta – sprzedają się propozycje wiodących marek,
pozostaje więc tylko kwestia smaku.

Sezon na odpoczynek

Wakacje to czas odpoczynku od pracy, ale także od kuchni. Na to
przynajmniej wskazywałaby sprzedaż dań gotowych, która
charakteryzuje się wyraźnym letnim pikiem. – Największą
sprzedaż tej kategorii notuje się w miesiącach letnich, wakacyjnych.
Jest to wygodny i szybki sposób na zaspokojenie głodu. Oferowane przez
nas dania można szybko i łatwo przygotować podczas wakacyjnego
wyjazdu z rodziną czy przyjaciółmi – mówi Magdalena Szugzda z Mispolu.
Podobnie rzecz ma się z daniami instant. – Z powodu szybkości
przygotowania (niejednokrotnie nie potrzeba nawet naczynia) dania
instant to doskonały produkt na wakacyjne wyjazdy – biwaki
czy wycieczki – podkreśla Monika Jusińska- Zbiegniewska, dodając,
że segment zup instant zachowują się inaczej. – Szczególnie dobrze
rotują one w zimnych miesiącach. Najwyższa sprzedaż notowana
jest między grudniem a marcem – mówi ekspert z Nestlé.
Karolina Mazur zgadza się z tym, że dania gotowe mają
swoje wyraźne piki sprzedaży, natomiast w przypadku „instantów”
(przynajmniej w jej sklepie) nie jest to już tak odczuwalne.
– Dania w proszku wykazują u mnie mniejszą sezonowość niż
te w słoikach, bardzo dobrze sprzedają się jesienią i zimą,
kiedy potrzebujemy szybkiego rozgrzania żołądka. –
Być może wynika to z faktu, że w końcu Rzeszów jest miastem
akademickim, a studenci jak wiadomo lubują się w zupkach
chińskich i makaronach z kubka – mówi śmiejąc się
detalistka. – Ale „instanty” kupują nie tylko studenci.
Sporo młodych osób zaopatruje się w „gorący kubek” wraz z kanapką,
jako uzupełnienie drugiego śniadania w pracy. Zresztą dania i zupy
instant to taki swoisty kompromis – chcemy zjeść
choć jeden ciepły posiłek w ciągu dnia, a „proszki” są tutaj najtańszym
i najprostszym rozwiązaniem – dodaje.
Reasumując, nadszedł czas na zwarcie szeregów (słoików)
na półce z daniami do podgrzania oraz odpowiednie zatowarowanie
tej z „instantami” i… do biegu – gotowe – start!

Małgorzata Marszałek






Komentarze:






2010-08-13
2010-08-09
2010-08-04






O portalu | Reklama | Zespół | Polityka prywatności | Zaloguj się | Mapa serwisu created by Visualteam


artykuły spożywcze | branża fmcg | fmcg | franchising | gazeta fmcg | handel w polsce | poradnik handlowca
merchandising | sieci handlowe | sklepy spożywcze | wyposażenie sklepu